Elity, eksperci i ich pełne wybojów drogi - 2010-07-27 16:10:08
Wielu z nas nie trzeba przekonywać do faktu, że wojewódzki status miasta to bonus dla jego rozwoju i lepsze perspektywy dla młodych ludzi rozpoczynających karierę zawodową.
W społeczeństwie jest miejsce dla wielu różnych postaw i poglądów. Wielu rozsądnie myślących ludzi uważa, że to międzynarodowe koncerny, wolny rynek i przedsiębiorczość obywateli decydują o przyszłości małych społeczności, takich, jak w skali globu jawi się region gorzowski.
Firmy upadają lub rozkwitają w zależności od koniunktury na rynku i zdolności zarządzających nimi menadżerów. Gdzieś w tym miejscu występuje element losowy, tzw. „fart”. Podobnie jest z miastami, jedne z nich przyciągają nowych obywateli, inne nie są w stanie zapewnić godziwych warunków dla przyszłości „starych” mieszkańców. Najważniejsze rzeczy dzieją się nie w czasie hossy, gdy wszyscy rozbudowują się, zwiększają produkcję i zyskowność, ale w czasie kryzysu, gdy wielu kurczy się i traci, a tylko nieliczni potrafią wyjść bez strat, a czasem nawet zyskać.
Światowy kryzys dotarł do Polski, kiedy Donald Tusk został premierem naszego kraju. Nie dopatrujmy się w tym jakiejś magii, czy gniewu Boga, światowa gospodarka rozwija się falując.
Dla ograniczenia skutków kryzysu , rządy wielu państw mocno angażują się, wydając środki z budżetu na ratowanie takiej czy innej dziedziny gospodarki. Czym się kierują, pomagając jednej gałęzi rynku, a nie drugiej ? Kierują się opiniami ekspertów, ludzi, czyli istot omylnych, mających swoje radości i sympatie.
Jakoś nie zauważyłem, żeby rząd premiera Donalda Tuska oszczędzał na Zielonej Górze w przeciwieństwie do Gorzowa. Trudno powiedzieć, czy do obrony Zielonej Góry wystarczyła osoba pani przewodniczącej Bożenny Bukiewicz, czy pomocny był też Konwent Lubuskiego Zespołu Parlamentarnego składający się wyłącznie z zielonogórzan. Grono „ekspertów”, czyli tych co decydują kogo swoją decyzja wesprzeć uzupełnił niedawno zielonogórzanin, któremu PSL dał możliwość tu cytuję: ” wzmocnienia zarządzania Spółką oraz specjalną strefą ekonomiczną o nowe koncepcje poprzez zmiany kadrowe.”
Karkołomny zbitek słów. Tłumacząc to na nasze - prezes Kostrzyńsko-Słubickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej poprzez podległych mu pracowników ma możliwość zaproponowania pojawiającym się inwestorom działek w różnych częściach województwa i poza nim, bowiem KSSSE dawno już rozszerzyła swoją działalność poza obszar byłego województwa gorzowskiego.
Rzecznik Ministerstwa Gospodarki mówi: „wzmocnienie zarządzania Spółką oraz specjalną strefą ekonomiczną o nowe koncepcje poprzez zmiany kadrowe”. Zapytałem jak to rozumieć, może nowy Pan Prezes miał przygotowany program naprawczy, czy coś w tym stylu, im więcej szczegółów tym lepiej, czytelnicy są bardzo ciekawi, dotyczy to w końcu ich materialnej przyszłości.
Poprosiłem o kilka słów od Prezesa, pracownik Strefy dyplomatycznie odpisał mi, że odpowiedzi powinienem szukać u Ministra Gospodarki. Tam też spytałem, ale w tym temacie odpowiedzi się nie doczekałem. Może po prostu nie było „nowych koncepcji” i planów „wzmocnienia Spółki”, a jedynie zmiana kadrowa kompetentnego prezesa na swojego prezesa ?
Znajomy przedsiębiorca mówi, że Zielona Góra zawłaszczyła Strefę i żaden nowy inwestor nie wyląduje w podstrefie gorzowskiej, chyba, że zdecydowanie będzie się domagał tej właśnie lokalizacji.
Dziś w drużynie o nazwie „Gorzów” grają już tylko budzący wiele kontrowersji prezydent, który mówi o sobie, że jest ulepiony z innej gliny i, dzięki Bogu, szefostwo koncernu z Dalekiego Wschodu, który zainwestował w Gorzowie kilka lat temu.
W przypadku prezydenta to nie mi oceniać, czy „inna” znaczy lepsza od tej, z której ulepiony jest dla przykładu Wasz felietonista lub bezpartyjny kandydat na prezydenta Artur Radziński, czy też chodzi o procenty w składzie materii.
TPV choć nie najlepiej płaci swoim pracownikom jest szansą dla Gorzowa. Jest jedyną jasno święcącą gwiazdą na naszym biednym gorzowskim niebie.
Mieszkańcy województwa lubuskiego od opowiadania bajek mają polityków i samorządowców, my tu musimy być poważni. Według polityków konkurencja między Gorzowem, a Zieloną Górą dobrze służy rozwojowi obu tych miast.
Jak wygląda ta budująca konkurencja ?
Namalujemy sobie obraz. Stoją naprzeciw siebie: Gorzów sam jeden, bez angażującej się po jego stronie wojewody, z wykrzykującym w kierunku radnych prezydentem i mniejsza Zielona Góra w otoczeniu różnorakich ekspertów, między innymi, tych od ustalania, która droga krajowa lub wojewódzka powinna być remontowana i kiedy. Starszy pan, były marszałek sejmu mówi: „my Zielona Góra mamy kadry, nam się należy, nie będziemy nigdzie jeździć”. Pomiędzy lubuskimi olbrzymami stoi marszałek województwa, sędzia zawodów, a zarazem pracodawca i menadżer z wielką ilością europejskich pieniędzy do rozdysponowania.
Mniejszemu trzeba pomóc, więc rząd z Warszawy wydziera Wydział Gospodarczy, niech gorzowskie podmioty tracą dni i pieniądze na wyprawy do Szczecina. Niech inwestor, który chce wzmocnić organizm miasta Gorzowa dobrze się zastanowi, czy mu się to będzie opłacać. Zarejestrować się musi w KRS-ie w Zielonej Górze, walczyć o należności od nierzetelnych kontrahentów w Szczecinie. Sędzia zawodów rozdaje czekoladowe batoniki z niebieską etykietą UE. Gorzowski radny Artur Radziński krzyczy, nasz region jest pokrzywdzony, radny Zielonej Góry Mirosław Bukiewicz – jesteście niecierpliwi jak bękart.„Gorzów dostał więcej” krzyczy zielonogórski poseł SLD, którego brat jest zastępcą sędziego zawodów. Batoników jest dużo, wystarczy i dla Koła Gospodyń Wiejskich, które będzie muzykę ludową słuchać na żywo, prawdziwe jednak rzeczy dzieją się tuż obok Zielonej Góry: marszałek inwestuje ogromne środki w Park Technologiczny, „Lotnisko rozwija skrzydła” wiadomo za czyje pieniążki.
Obraz jest mocno niekompletny, oddaje za to istotę problemu. Problem się nie kończy na odstrzeleniu tej czy innej instytucji, ciemna strona mocy ma w harmonogramie jeszcze sporo, bo nie wystarczy wygrać, trzeba wroga zgnieść, żeby się nie podniósł.
Na portalu lubuskie24.pl pojawiła się informacja, z której wynika, że obecnie w Polsce funkcjonuje 49 samorządowych kolegiów odwoławczych. Jedno z nich znajduje się w Gorzowie. Niedawno zmieniło siedzibę, remontując straszącą od wielu lat kamienicę w samym centrum miasta.
Każdego, kto uważa, że nie warto starać się o zachowanie wojewódzkiego statutu naszego miasta będę namawiał, żeby odświeżył sobie w pamięci obraz tej zapuszczonej kamienicy i zobaczył jak została ona wyremontowana przez instytucję, która w Gorzowie znalazła swój dom. Takie budynki mają swój udział w budowaniu wizerunku miasta, nikt normalny nie chce mieszkać wśród walących się ruder.
W sejmie złożono projekt ustawy, która przewiduje pozostawienie tylko 16 samodzielnych SKO. Autor artykułu nie ma wątpliwości, gdzie będzie siedziba SKO w lubuskim.
„Po scaleniu etatów gorzowskich i zielonogórskich w ręku Prezesa z Zielonej Góry nastąpi powolne, lecz systematyczne przenoszenie ich do Zielonej Góry i „wyludnianie” gorzowskiego zespołu zamiejscowego na rzecz zielonogórskiej ekipy, tak jak ma to miejsce w Regionalnej Izbie Obrachunkowej z siedzibą w Zielonej Górze.”
Autor artykułu parlamentarzystom z północy województwa lubuskiego życzy miłego wypoczynku po trudach kampanii wyborczej, sarkastycznie stwierdzając, że w końcu Was ten projekt ustawy nie dotyczy.
Tytułem uzupełnienia kilka słów o zielonogórskich elitach, do których z pewnością można zaliczyć Prezesa Regionalnej Izby Obrachunkowej i Dziekana Okręgowej Izby Radców Prawnych (to chyba nie jedyna funkcja).
Dr Marek Wroński w artykule „Doktorzy praw o mało co” opisuje w szczegółach wyboje jakie napotkali obaj panowie na swoich drogach do zdobycia tytułu doktora. Warto przeczytać, chociaż z pewnością nie będzie to element promocji województwa lubuskiego, wiadomo, takie województwo jak i jego elity.
Dla tych, którzy słabo czują się w Google podaję szczegółowy link: http://www.forumakad.pl/archiwum/2009/11/52_doktorzy_praw__o_malo_co_.html
Trwa sezon na ogórki, a koledzy dziennikarze naprawdę nudnymi rzeczami męczą czytelnika. Dziwić, a zarazem niepokoić może fakt zmowy milczenia w temacie obu o mało co doktorów prawa.
Być może podjęcie tego tematu było z mojej strony nierozsądne, może inni tak normalnie, po ludzku, boją się, w końcu obaj panowie wciąż dysponują olbrzymią władzą.